Złapani w chińską sieć cz.2: Social Media w Państwie Środka

Social Media, Prowadzenie profilu, fanpage, Social Room, Bydgoszcz, Media społecznościowe,

Czego dowiesz się z tego wpisu?

– Jakie są najpopularniejsze kanały społecznościowe w Chinach?
– Jakim szyfrem posługują się Chińczycy by ominąć sztywne zasady cenzury?

Rozkwit social media

Media społecznościowe w Chinach radzą sobie świetnie. W 2013 roku, 45,8% populacji regularnie korzystało z Internetu. Szacuje się, że obecnie około 650 000 000 osób w Chinach jest aktywnymi użytkownikami mediów społecznościowych. To prawie 17 razy tyle, ile cała populacja Polski!

Pierwszym medium, z jakim zetknęliśmy się w Szanghaju, był WeChat. Chińczycy upodobali sobie tę platformę do komunikacji pomimo światowej popularności WhatsAppa. Co ciekawe, ten drugi nie jest tam wcale zablokowany, dzięki czemu mogliśmy łatwo kontaktować się z rodziną i przyjaciółmi w Polsce. W metrze większość osób komunikowało się ze znajomymi właśnie na WeChacie. Pozwala on nie tylko na szybkie wysyłanie wiadomości czy zdjęć, ale także pomaga znajdować znajomych za pomocą specjalnej funkcji czy tworzyć grupy znajomych.

Kolejny chiński social-gigant to Weibo. Choć jest odpowiednikiem naszego Twittera, ma od niego ponad połowę użytkowników więcej. Co ciekawe, oprócz chińskich gwiazd, na Weibo znajdziemy też takie osobistości jak LeBron James czy Kobe Bryant. Użytkownicy mogą obserwować znajomych, komentować i publikować treści. Oczywiście, podobnie do Twittera, ograniczeni są do 140 znaków. W praktyce jednak, oznacza to, że mogą przekazać o wiele dłuższe wiadomości, a nie, tak jak ma to miejsce w przypadku języków europejskich, krótkie komunikaty. Wynika to z faktu, że chińskie symbole są odpowiednikami naszych sylab lub pełnych słów. Stąd też, posty na Weibo mogą być mini-esejami.

Na chińskim rynku social media pojawił się również odpowiednik Facebooka, Renren. Powstał jako platforma podobna do Naszej Klasy. Początkowo miał na celu gromadzenie znajomych ze szkoły, po czym przekształcił się w pełnowymiarowy portal społecznościowy. Innymi odpowiednikami Facebooka są też zorientowany na kulturę Douban, profesjonalny Kaixin001 popularny w dużych miastach czy QZone, który powstał jako pierwszy i zyskał popularność w mniejszych miejscowościach.

Youtube również dorobił się swojego chińskiego młodszego brata, Youku, który jest w tej chwili drugim największym na świecie portalem dzielącym się treściami video. W 2012 roku Youku połączył się z inną, bardzo popularną platformą wideo w Chinach, Tudou, udoskonalając tym samym doświadczenia użytkowników.

Duże uznanie znalazł tam również portal i appka Baidu idealnie imitująca Google Maps. W gąszczu chińskich “krzaczków” na szanghajskich ulicach i ze społeczeństwem mówiącym po angielsku “a litur” (a little), trudno było znaleźć drogę do wybranej knajpy, dlatego spoglądanie w świetnie sporządzone mapy współpracujące z (o dziwo!) działającym na niepołączonym wi-fi GPSie było często wybawieniem.

(Nie całkiem) Wolne media społecznościowe

Rząd chiński dokładnie monitoruje media społecznościowe w swoim kraju. Zablokowane są w nich słowa kluczowe takie jak demokracja czy protest. Nie ma zatem możliwości, by ktoś wyszukiwał treści, które w jakikolwiek sposób zagrażają reżimowi komunistycznemu. Mimo tego, że na Weibo codziennie publikowanych jest około 100 milionów wpisów, treści niewygodne dla rządu znikają w mgnieniu oka. Według badaczy chińskich SM, 30% z nich znika w ciągu pół godziny, a 90% w ciągu 24 godzin.

Choć social media mogą wydawać się wolnymi platformami, tworzonymi przez użytkowników dla użytkowników, Chińczycy świetnie zdają sobie sprawę z tego, że każda ich wypowiedź w Internecie jest obserwowana. Znaleźli jednak swój sposób na to, by komunikować swoje poglądy. Wymyślili kod, opierający się w dużej mierze na homofonach lub wyrazach brzmiących podobnie do tych, które chcą zastąpić.

Najbardziej popularnym przykładem jest mandaryńskie słowo cǎonímǎ (草泥马), co może być tłumaczone jako koń trawiasto-błotny (ang. grass mud horse). Brzmi ono niemal identycznie jak cào nǐ mā (肏你妈), czyli… „j**swoją matkę”. I tak, mimo zakazu przekleństw na Weibo, użytkownicy świetnie radzą sobie i z tym emocjonalnym wyrażaniem opinii 🙂 W internecie znajdziemy mnóstwo memów, reprezentujących to wyrażenie obrazem słodkiej, puchatej alpaki. Jako ciekawostkę dodam, że znany chiński artysta, Ai Weiwei, wykorzystał ten kod w swojej serii nagich autoportretów z małą, pluszową alpaką zakrywającą jego przyrodzenie. Zatytułował je『草泥马挡中央』, czyli „Koń trawiasto-błotny zakrywający środek”. „Środek” oznaczał tu Komitet Centralny Komunistycznej Partii Chin. Za ten wyskok został oczywiście aresztowany.

Innym słowem-kodem jest krab rzeczny (河蟹), zastępujące w Internecie słowo harmonijny ( 和谐). Pojawia się za każdym razem, gdy konto jakiegoś użytkownika jest usunięte z powodu niewygodnych treści. Harmonijny odnosi się w tym przypadku do koncepcji Harmonijnego Społeczeństwa, stworzonej przez byłego przewodniczącego ChRL, Hu Jintao. Według jego założenia, Partia ma tworzyć społeczeństwo „praworządne, demokratyczne, solidarne, uczciwe i sprawiedliwe”. Użytkownicy wyśmiewają się z cenzury, która ma być przecież jedną z metod na taki właśnie porządek rzeczy.

Na kanwie tych informacji, logicznym jest, że frazy zawierajace imię i nazwisko przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinpinga, były analizowane przez policję internetową ze szczególną troską. I ten problem udało się obejść, stosując uroczą ksywkę, Xi Dada, co tłumaczyć można jako Tatuś Xi czy Wujaszek Xi (ang. Big Daddy Xi, Uncle Xi). Oczywiście, Partia Komunistyczna nie była w stanie znieść takiego drwiącego tonu i jeszcze w maju tego roku zabroniła mediom chińskim posługiwania się tym pseudonimem.

Ze względu na cenzurę, większość Chińczyków preferuje prywatne rozmowy o polityce i prawach człowieka na WeChacie, słusznie obawiając się konsekwencji publicznych manifestacji. Nie przeszkadza to jednak w rozwoju potęgi social media w Chinach. Liczba użytkowników stale rośnie, wciąż pojawiają się nowe metody ekspresji w Internecie, a wkrótce Chińczycy zaskoczą nas pewnie niejednym pomysłem.

Natalia Kalińska,
Social Room

Tagged under: